Kontakt

Kolejowa strona Stalowej Woli.
1 godz. 20 minut – czas przejazdu Tarnobrzeg-Dębica w latach 90-tych.

Archiwum – zdjęcia od 2006-10-01


« powrót

Opis

Martwy sezon jesienno-zimowo-wiosenny przełomu 2006 i 2007 roku rozpocząłem od… imprezy kolejowej, w dodatku w całkiem letnią pogodę. Tym razem padło na Kraków Płaszów – lokomotywownię, w której rozpoczynałem moje miłośnicze życie w roku 2002. To fajnie, że taką okazję uświetniła EP09-001, trochę szkoda że nie zachowano jej oryginalnego malowania.
Raz jeszcze miałem okazję zrobić kolejowe zdjęcia podczas małej, rowerowej wyprawy na LHS w Nowosielcu i drugi raz, kiedy chciałem wrócić ze studiów do domu, tylko niestety nie zdążyłem na pociąg. Albo stety, bo zamiast prosto do Przeworska, pojechałem do Łańcuta, gdzie zrobiłem ostatnie chyba jak na razie zdjęcie wagonowej osobówki na magistrali E30, a tym samym chyba ostatnie zdjęcie wagonów piętrowych wykorzystywanych tak jak trzeba. Październik to znowu Kraków i Dzień Kolejarza. Zaprezentowano tam takie nowinki jak EN57-2006, a ja nadrobiłem zaległości fotograficzne w dziedzinie SA104-001 oraz wagonów: sypialnego i biznes klasy. Na Prokocimiu spotkałem za to ostatnią EP09 (EP09-005), jaką udało mi się sfotografować w malowaniu fabrycznym, a także m.in. EU05-22, EP02-08, EU07-141 (czy ktoś jeszcze pamięta jej zdjęcie po rewizji na torze oporowym w Rozwadowie?), oraz EU07-238, która swoją służbę przedwcześnie zakończyła prowadząc wieczornego Hetmana w piątek 13 lutego 2004.
Zima była dość łagodna (nawet ja raz na zdjęcia wybrałem się rowerem, czego nigdy dotąd w grudniu nie robiłem), ale potem spadło też trochę śniegu. 25 stycznia 2007 postanowiłem wykorzystać piękną, zimową aurę na zrobienie w Rzeszowie zdjęcia SP32-147 (jednego z ostatnich egzemplarzy tej serii z oryginalnymi reflektorami) z pociągiem pospiesznym Bieszczady wyjeżdżającym ze stacji Staroniwa w stronę Jasła. Pech chciał, że przy ujemnej temperaturze i słabo naładowanych akumulatorkach, aparat odmówił współpracy, pozbawiając mnie tym samym raz na zawsze szansy uwiecznienia tej maszyny w planowym ruchu na Podkarpaciu. Ale nie dałem za wygraną, dzień później przełożyłem powrót do domu na weekend i plan zrealizowałem, choć już niestety tylko z SP32-205. Innym razem z powodu kłopotów z jedną jednostką, nie dojechałem ze Stalowej Woli do Rzeszowa. Najpierw mój pociąg mocno się spóźnił (dzięki czemu w obiektyw wpadła mi „zdawka” do Huty Stalowa Wola), potem stanął na dobre w Nowej Sarzynie. Był to jedyny taki incydent w czasie moich pięcioletnich studiów i nie podważył zbytnio mojej wiary w niezawodność kolei. 1 marca z Rzeszowa do Kolbuszowej wyruszył pociąg, inaugurując połączenia pasażerskie po częściowym przywróceniu ruchu na linii 71. Przywrócenie ruchu na linii lokalnej na Podkarpaciu – to jest coś, pomyślałem, i pojechałem na dworzec. Przed podstawieniem drugiej, uroczystej osobówki, musiałem się jednak ewakuować na zajęcia, ale już dwa dni później i ja przejechałem się po reaktywowanym odcinku.
W kwietniu ponownie przyszedł czas na rower i jako cel obrałem linię lubelską. Częstym gościem były na niej wówczas lokomotywy S200, prowadzące nią składy z Jaszczowa do Połańca, z oblotem składu w Rozwadowie.
W maju zaś cały Rozwadów świętował 120 lat, tylko podniosły nastrój jakoś mi się nie udzielał. Ciągle miałem i nadal mam w pamięci okres, nie tak znowu odległy, kiedy stacja tętniła życiem do późnych godzin nocnych, kiedy odjeżdżały z niej wypełnione po brzegi zespoły piętrusów, kiedy w sezonie zatrzymywało się tu nawet 7 par pociągów pospiesznych na dobę, kiedy można było stąd odjechać pociągami osobowymi w jedną z czterech stron kraju. Z kolei w bardziej odległych czasach, tych kierunków było w praktyce 7. Wtedy było co świętować, a teraz? Chyba tylko to, że stacja w ogóle jeszcze istnieje.
100%
SA103-007 udaje się do Lublina.
100%
Epilog majówki - SM03-096 wraca z wagonem Sk do Lublina.
100%
W Zaklikowie rzadko widuje się wagon wyposażony w klimatyzację, prysznic i telewizor.
100%
W tym rozkładzie pociąg pospieszny San (na zdjęciu z SU45-135 na szlaku Lipa - Charzewice), w związku ze zmianą rozkładu ekspresu Pieniny, wyjeżdża ze stacji początkowej dużo później i w Warszawie jest dopiero po 14:00. A co mają do tego Pieniny? Ano to, że wydłużono ich relację do Przemyśla, skąd odjeżdżają w porze dawnego Sana.


1 2 3