Pierwszy raz Hetmanem jechałem ok. roku 2000, ale jego pierwsze udane zdjęcie zrobiłem dopiero we wrześniu 2004. Wymagało to poświęcenia – Hetman ze Stalowej Woli ruszał wtedy o 6:57.
Pierwszy raz Hetmanem jechałem ok. roku 2000, ale jego pierwsze udane zdjęcie zrobiłem dopiero we wrześniu 2004. Wymagało to poświęcenia – Hetman ze Stalowej Woli ruszał wtedy o 6:57.
W lecie 2005 po raz pierwszy doszło do sytuacji, kiedy w Zamościu zaczęło brakować SU45 na ten pociąg i regularnie w zastępstwie pojawiały się „gagariny”. To spowodowało, że wziąłem statyw i wyruszyłem do Rozwadowa, gdzie zrobiłem to zdjęcie przy dosłownie ostatnich promieniach słońca. Była 21:23.
Jadąc o świcie ze wschodu na zachód, a o zachodzie słońca – na wschód, Hetman nie dawał sobie zrobić zbyt ładnego zdjęcia od czoła…
…za to od końca jak najbardziej. Widać tu wyraźnie wagon barowy, który w Hetmanie był jeszcze normą, podczas gdy w innych pospiesznych kursujących przez Stalową Wolę normą był już jego brak.
Hetman łączył Zamość z Wrocławiem, ale dla mnie i dla wielu mieszkańców Stalowej Woli był podstawowym środkiem transportu, którym można się było dostać do Krakowa na 10:52, załatwić sprawy / zwiedzić parę muzeów / pospacerować po mieście, wyruszyć w drogę powrotną o 17:13 i tego samego dnia być z powrotem w domu. Jedyną dłuższą przerwą w podróży był 12-minutowy postój na zmianę trakcji w Dębicy.
W „dwójkach” bywało różnie, ale „jedynka” miała najczęściej właśnie takie przedziały – zmodernizowane w latach 90-tych, bez ogrzewania nawiewnego, za to z regulacją temperatury między stolikami i z dyskretnym oświetleniem korytarza. Wagony ze składu Hetmana były przypisane do stacji Zamość. Kiedy prowadził je ST44, nie były ogrzewane, co wywołało skargi pasażerów i przywrócenie SU45.
W ostatnich latach skład Hetmana skrócono do pięciu wagonów, podczas gdy np. Solina miała już cztery (z dostępnych w komunikacji krajowej). Zniknął wagon barowy, zniknęła jedna z dwóch „jedynek”…
Kiedy na Hetmanie zaczęły trafiać się „gagariny”, pociąg stał się słynny na całą Polskę, ale nie tylko. W dniu, kiedy zrobiłem to zdjęcie, pojawienie się na nim SU45-172 przyniosło niemałe rozczarowanie obywatelom najprawdopodobniej Wielkiej Brytanii, którzy czekali na niego z aparatami na peronie przystanku Stalowa Wola (po którego szerokim peronie zawsze jeździ dużo rowerzystów).
Gdy podróżowało się w miesiącach letnich Hetmanem w stronę Zamościa, w Dębicy (przyjazd 19:04) było jeszcze zupełnie jasno, a w Tarnobrzegu (przyjazd 21:13) zupełnie ciemno. W międzyczasie pociąg toczył się powoli po mieleckiej linii, a pasażerowie mogli podziwiać zachód słońca.
W roku 2008 Hetman do Zamościa przyjeżdżał do Stalowej Woli Centrum już na 20:03, a więc znacznie wcześniej niż w poprzednich rozkładach i to mimo wydłużonego czasu przejazdu.
W ostatnich miesiącach swojego kursowania przed wprowadzeniem komunikacji zastępczej, Hetman opuszczał Wrocław Główny o 10:35, Kraków Główny o 15:28, w Rozwadowie meldował się o 20:22, a w Zamościu – o 22:34.
Atrakcyjność tego połączenia spadła, musiała więc spaść i frekwencja, zwłaszcza że konkurencji autobusowej przybyło. Ale i tak pasażerowie bardzo często wybierali właśnie Hetmana i puste przedziały nadal się nie trafiały.
Po latach przetasowań lokomotyw (były już ST44, SP32, SM48), Hetmanowi przydzielono w końcu zamojską SM42-577, która z prędkością eksploatacyjną 90 km/h nie była w stanie osiągnąć szlakowej (100 km/h) na Stalowa Wola Rozwadów - Zwierzyniec.
Mimo takiej obsługi trakcyjnej, opóźnienia praktycznie się nie pojawiały. Świadczy to o tym, że czas przejazdu można by jeszcze skrócić, tymbardziej że w rozkładzie przewidziano zupełnie niepotrzebny, 20-minutowy (!) postój w Rozwadowie i kolejne 20 minut na dołączanie składu do części rzeszowskiej w Dębicy. Po co? Chyba po to, żeby sprzeciw wobec likwidacji tego połączenia był mniejszy…
W tym samym czasie długość składu zaczęła się wahać od czterech wagonów do rekordowo małej – trzech. PKP InterCity tłumaczyło się w mediach z braków taborowych, zamojska stacja była zastawiona wagonami bez ważnej „rewizji”, a ZNTK Hrubieszów, dotychczas przeprowadzający ich naprawy, stanął przed groźbą bankructwa.
Pociąg z Zamościa do Wrocławia Głównego – tak informuje tablica kierunkowa. W rzeczywistości Hetman dojeżdżał do Gorzowa Wlkp. z tym że z Rzeszowa. Wagony z Zamościa były we Wrocławiu Głównym odłączane, a część rzeszowska liczyła czasem nawet dwa wagony, oba drugiej klasy.
Wszyscy śledzący losy Hetmana zadają sobie dziś pytanie – co dalej? Czy Przewozy Regionalne zastąpią PKP IC na połączeniach do Zamościa? Jeżeli tak, to na których? Czy może jednak kolej pasażerska zniknie na zawsze z tego 66-tysięcznego, atrakcyjnego turystycznie miasta, ku radości jego głupich władz? Jaka jest przyszłość linii dochodzących do Hrubieszowa, Bełżca, Zwierzyńca? Jak to zwykle bywa – czas pokaże.